
Na rozdrożach westchnień
nie ma drogowskazów i map
by w słotną pogodę
znaleźć cichy wędrowny sen.
Zaplotę firanki w rudy deszcz.
groźny pomruk zmieniając
w miarowy takt
aż w ustach rozkwitnie
radosny śmiech
Zaczekam, aż drogę wskażesz mi sam.
Kołysząc wierzby, wietrze.
poniedziałek, 10 września 2007
Znaki....
Autor:
Feniks
o
10:52