
I za czym tak, nieustannie, mimowolnie...
nieokreślona żadnym celem.Tłoczy się tuż pod skórą i wygląda na świat
zamkniętymi oczami.Piętrzy czas w niewidzialne ściany.
Czeka, skondensowana , lepka.Ale na co?
Gdzieś głęboko w sobie chowam słowa,
których znaczenia chcę pojąć i zrozumieć,
choć wydawałoby się , że ich wymowa jest jasna.
Przekonałam się nie raz jak wielką mają siłę sprawczą.
Budującą i destrukcyjną, a jednocześnie
nie znaczą nic,..ot pył na wietrze.
Tyle we mnie słów, chciałabym móc je wypowiedzieć,
napisać, ale już nie wiem jak.
Każde z nich wydaje się tak banalne,
nie na miejscu i nie w porę. Pozostało mi tylko milczenie, zwiastujące
nadchodzącą pustkę.
Słowa, których nie ma komu ofiarować.
Melancholia odwiedza mnie coraz częściej.
Przez chwilę wydawało się że rozbłysło światło w ciemności,
więc biegłam ku temu światłu, czystemu, ciepłemu, przyjaznemu.
Ale kiedy się zbliżyłam, znikło tak po prostu, zabierając ze sobą resztkę nadziei.
Chcę, pragnę by to światło powróciło.