Jakaś dziwna, utajona tęsknota ciągnie zawsze w jednym kierunku. Blednę, ucząc się pożądać śmierci , zachwycona pieszczotą nietrwania. Pragnę coraz goręcej by zniknąć bezpowrotnie. Gdy skradam pocałunki migotliwe w granatu prześcieradłach i umieram a umieranie najsłodszą jest rozkoszą. We mgłach, tuż, porannych wykrzykując swą ze światem niezgodę, by trwać w obłąkaniu sycona milczeniem.
W dłoniach wybucha tęczowy płomień, z westchnień komponując symfonię, uderzając jak wino, oszołamia rozbłyski szaloną beztroską. Przez chwilę trwa nieświadomie, potem znika, w świtu agonii, by miłość śmiercią się stała. W cieniu bez echa. Milczeniem wpisana w marmurowe słowa.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
W dalekiej podróży
Autor:
Feniks
o
06:51
0
komentarze
Linki do tego posta
poniedziałek, 22 września 2008
PRAGNIENIE _ Klikaj w link i ciesz się tym co znajdziesz
Jest we mnie gorące pragnienie,
niewinne, naiwne i takie pełne wiary,
które buduje mosty ponad rzeczywistością,
pełne cudownej nadziei, że wreszcie.
Jest młodość jeszcze młoda,
nienasycona, popędliwa i taka
wciąż uparta, nieuchwytna
jak w okresie dojrzewania.
Z piasku buduję zamki, wymyślone,
znów tracę czas i siebie daję
bez ograniczeń, bez skargi, idąc
drogą migocącą światłami wyobraźni.
Już wiem czym jest niebo, ale wciąż
do niego za daleko i marzę nieustannie
o tym najcichszym z miejsc, by w nim
skonać zapatrzeniem w błękit.
Znajdując swój ponad-wymiarowy, maleńki,
najmniejszy kąt tylko dla siebie,
tęskniąc za pokarmem dla duszy,
za dotykiem czułym, odrobiną szczerej tkliwości,
Innego szczęścia mi nie trzeba,
inne w mej głowie się nie mieści,
tylko bądź, latarnią w mroku
co wyznaczy kurs we mgle.
http://www.zespressocafe.com/shop/?lnkrf=HBzYD
http://www.dizzler.com/member/home

Autor:
Feniks
o
01:09
Linki do tego posta
sobota, 17 maja 2008
czwartek, 20 marca 2008
Pan
słowem zakuł kajdany
spojrzeniem smycz upiął
tuż przy krtani
pocałunkiem na kolana powalił
na skinienie przybiegam do pana
gdy radość chce mieć ze sługi
posłusznie wykonuję rozkazy
czekając pokornie chwili kiedy pieszczotę
żuci jak psu kość na posłanie
za uśmiech bezgraniczne oddanie
posłuszne czekanie aż przybędzie
i zechce wziąć niewolnicę na męki
innego szczęścia nie chcę
inne w mej głowie się nie mieści

Autor:
Feniks
o
14:52
0
komentarze
Linki do tego posta
Etykiety: melancholie, poetry
sobota, 2 lutego 2008
Narodziny
Christophe Goze – Close to you

żeby osiągnąć cel
wspina się na górę
nagły skok
w kosmiczny nurt życia
by przetrwać wszystko
cofnąć pójść naprzód
wchłania istotę
boskiego piekła
nie ukrywając kłamstwa
zapierającego dech
z oczami szaleńca
i głosem dziecka
bezskuteczny w nienawiści
podąża w nieznane
dławiąc strach przed wejściem
z powrotem na szczyt
Autor:
Feniks
o
10:50
1 komentarze
Linki do tego posta
środa, 16 stycznia 2008
To co nadało życiu sens,
przyszło razem z Tobą.
W chwili kiedy pisałem
ostatni w ciszy list.
Powracam do tamtych chwil
i wiem, los objawił Ciebie jak cud,
by mały płomyk pokonać
przez jeszcze większy żar.
Czysty przyjaźni podarunek,
zmieniający oblicze dnia.
Nie śmiałem marzyć
i prosić o nic więcej.
Delikatnym spojrzeniem, otulasz
pragnienia kruche jak szkło
i sen budzisz ze snu, budując
mosty nad przepaścią westchnień.
Między jawą a mirażem, niebem a piekłem.
I nie wiem co piękniejsze gdy Jesteś
przy mnie, przez te kilka chwil,
pieczętowanych przeznaczeniem.
Tu gdzie jestem, czas płynie zbyt szybko
i jest go coraz mniej, a wciąż za daleko,
do uśmiechu sycącego głód, wypełniając
cichym łkaniem nienazwaną przestrzeń.
Coraz głośniejszy brak,
choć pod skórą wypalasz
czerwień w tętniącą życiem stal,
wciaz nie wiem czego chcę.
Rozbielonej skóry oparami,
upajam zmysł dotyku,
onieśmielając palców taniec.
Chwilą ulotną jak oddech,
pełną utęsknionych zachwytów.
Przy nich melancholie jak kamyki śmieszne,
mimo przeklinania bogów, co czas
zamiast przyspieszać, cofali
na przekór przeznaczeniu.
Jesteś latarnią w noc brzemienną,
niepojętą niedorzecznym trwaniem.
W jednym muśnięciu niebem całym,
nabrzmiałym od rumieńców.
U stóp swych warować pozwól,
pieszczotą płomienną błądzić,
szeptem przylegając do skóry.
Smakować zroszone potem ciało,
rozpromienione plejadą rozbłysków.
Aż nastanie świt, śmierć
mając za dowód,
że tęsknota odeszła
i nigdy nie wstanie z grobu.
Autor:
Feniks
o
08:56
0
komentarze
Linki do tego posta
środa, 9 stycznia 2008
tobie
God Is an Astronaut – Tempus Horizon
świadomie trwam teraz tu w miejscach
do zapamiętania i zapomnienia
tęskniąc za nadchodzącym dniem
wymazuję wszystkie adresy
zachowując tylko ten co wiedzie
do ciepła twych dłoni oczu i ust
w oczekiwaniu odpowiedzi
pragnienie dotyku uśmiechu i realnych spojrzeń
rozgrzewa bardziej niż kiedykolwiek
kształty prawie własne gdy sen leje atrament
z bezgranicznym zachwytem umieram w tobie
od nowa chcę uczyć się pocałunków
aby zapachem kusząc syciły upojnie
oszołamiając żar uśpiony na wargach
budząc słodycz mowy między pauzami oddechu
którymi cię owionę by wreszcie
godziną przeznaczeniem utkaną
zaznać rozkoszy nieba pozbawionego ciszy
otworzysz ramiona niczym rajski ogród
w zamyśleniu patrząc na dłonie i białą
zaciśniętą na tle bladego lazuru różę
aż wszystkie burze zabrzmią chórem
i uciszą serce w swym objęciu
szeptem przylegając do skóry
błogosławiona ta chwila jedyna
kiedy z dwóch iskier horyzont
żywym ogniem będzie płonął
wciąż jednak zbyt wiele cisz
nie zmąconych uśmiechem
wypełnia ten kawałek podłogi
a szczęście co się nigdy nie oswaja
śni się wplecione płatkami śniegu
na rzęsach wśród nocy tak odległej
deszcz dzwoni w oknach z odbiciem jak żywym
sennie sącząc się w dal bezkreśnie mglistą
niecierpliwie czekając świtu by znów
zobaczyć roześmianą twarz najmilszą
Autor:
Feniks
o
06:25
Linki do tego posta




